• Wpisów:308
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 22:08
  • Licznik odwiedzin:52 336 / 2079 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Do kolana doszedł jeszcze kręgosłup... Połamało mnie ostro.
No i skończyło się tygodniowe wolne, jutro praktyki, uczelnia, wstawanie o szóstej rano... Tęsknię do wakacji.

Bilans:
śniadanie: omlet na ostro ok. 400kcal

obiad: pół torebki kaszy gryszanej z sosem grzybowym i ogórkiem ok. 270kcal

podwieczorek: 3xżytnie chrupkie + 3xłyżeczka dżemu wiśniowego ok. 150kcal

kolacja(będzie) kajzerka wieloziarnista z serem camembert + szkl soku pomidorowego ok.200kcal

łącznie: 1020kcal

45min. rowerka + wyzwanie hantelkowe
 

 
Ja to jestem jakaś połamana... Odnowiła mi się kontuzja kolana. Kiedyś, w liceum, nabawiłam się jej na wuefie. Na rozgrzewce. Źle stanęłam, stopa mi się wykrzywiła, a strzeliło w kolanie. Od tamtego czasu przy dłuższym wysiłku ból powraca. Nie mogę siedzieć w jednej pozycji za długo, bo boli. Kolano wyklucza także niektóre ćwiczenia, które robiłam jako dodatek do wyzwania hantelkowego (przysiady, chociażby).

Bilans:
śniadanie: 2xkromka ciemnego pieczywa z polędwicą drobiową + garstka łuskanego słonecznika ok.250kcal

obiad: kapusta a'la bigos ok.300

podwieczorek: jabłko i pomarańcza ok. 150kcal

kolacja: 3xżytnie chrupkie z łososiem + jabłko ok.200kcal

no i skupnęłam bajaderkę i makowca... liczę, że to jakieś 200kcal...

Łącznie: 1100kcal

Godzina rowerka + wyzwanie hantelkowe

Niech już brat wyje wszystkie ciasta w domu, bo strasznie kuszą...

Dziś mi się nie chce wstawiać motywacji, idę oglądać pierwszy odcinek trzeciego sezonu Gry o Tron.
  • awatar ka-in-progress: Ładnie Ci poszło :) też liczę na to, zeby ktokolwiek zjadł wreszcie u mnie w domu resztę ciast :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czuję się źle. Paskudny ból na szczęście minął, ale czuję się strasznie osłabiona. Nie mogłam wysiedzieć przy rodzinnym stole, bo oczy mi się zamykały.
Nie ma to jak comiesięczna zapaść, ha.

Bilans:

śniadanie: 2xkromka ciemnego pieczywa z polędwicą drobiową i ogórkiem kiszonym + pomarańcza ok. 250kcal

obiad: pół gotowanej piersi z kurczaka + ogórek kiszony
ok. 150kcal

podwieczorek(będzie): kaszka mleczny start ok.250kcal

kolacja(będzie): 3xżytnie z łososiem ok. 150kcal

łączniek800kcal

Mało kalorii, mało jedzenia, ale kompletnie nie chce mi się jeść...
Dziś odpuszczę ćwiczenia, zrobię tylko wyzwanie hantelkowe..

Super, jeszcze zaczyna mnie boleć głowa... Do dupy.
  • awatar luxrobaczek: Szybkie powrotu do formy! *tulę, mocno* Wspaniały bilans :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dzisiaj zawalone. Skubanie makowca, kawał sernika, wino, duża kolacja. Do dupy. Zwalam to wszystko na okres, który właśnie się rozpoczął. No i na pogodę. Dziś cały dzień śnieg padał. I wciąż pada. Nawaliło z 10cm tego białego gówna. Lubię śnieg, ale zimą. Ale, do jasnej cholery, jest wiosna! I chcę wiosnę z prawdziwego zdarzenia.
Za tydzień urodziny. Minie kolejny rok do dupy. Chcę sprawić, aby następny był lepszy.
Bilansu nie ma, bo jest koszmarny.
 

 
Pierwszy świąteczny dzień wizyt u rodziny mija. Jest dobrze, na widok patery pełnej ciast nie rzuciłam się jak głupia i nie pożarłam wszystkiego. Na szczęście kochana ciocia postawiła przy mnie michę pełną owoców, więc nie siedziałam jak cioł przy stole i nie patrzyłam sępim wzrokiem na sernik i makowiec, a ręce zajęłam skubaniem mandarynek.
Ciężko też było z alkoholem. Z rozpędu nalano i mi, ale grzecznie podziękowałam. Siorbałam herbatkę.
Sukces!
Jutro ciąg dalszy rodzinnych wizyt....

Bilans:
śniadanie: serek homogenizowany o smaku truskawki + 3 żytnie chrupkie + pomarańcza ok.300kcal

IIśniadanie: jabłko ok. 70

obiad: pół talerza żurka z połówką jajka (coś taki tłusty był... ale cholernie smaczny), mała pieczona biała kiełbasa z chrzanem, dużo owoców (kawałki jabłka, mandarynki, czerwone winogrono) + malutkie czekoladowe jajeczko. Wszystko pewnie z 500 kcal

kolacja(będzie): 2xkromki chleba pełnoziarnistego z sałatą lodową i kawałkami łososia ok.300

łącznie: 1170kcal, mniej więcej...

50 minut rowerka + wyzwanie hantelkowe
 

 
Napisałam półtorej strony trzeciego rozdziału pracy licencjackiej! Wreszcie się przemogłam. Zrobiłam teoretyczny wstęp, dziś albo jutro zabieram się za analizę tekstów.

bilans:
śniadanie: omlet z jabłkiem i cynamonem ok. 400kcal

obiad: zupa pieczarkowa z garstką makaronu pełnoziarnistego ok. 200kcal

podwieczorek: 2xwafle ryżowe, serek homogenizoway truskawkowy, pomarańcza ok. 320kcal

kolacja(będzie) 2xkromka ciemnego, pełnoziarnistego pieczywa z tuńczykiem + jabłko ok.270kcal

łącznie: 1190kcal

Będzie rowerek, skakanka i wyzwanie hantelkowe
 

 
Waga zafundowała mi dziś naprawdę dobry humor. Wskoczyłam na nią zaraz po przebudzeniu i pokazała -2,7kg. Aż się chcę dalej ciągnąć dietę!
Ciąg dalszy sprzątania świątecznego.
Nadal nie zabrałam się za pracę licencjacką. Czekam, aż się sama napisze.
Nie ma tak dobrze... Ech.

Bilans:
śniadanie: 2xkromka ciemnego pełnoziarnistego pieczywa, jeden z chudą szynką, jeden z żółtym serem + ogórek kiszony ok. 280kcal

obiad: makaron pełnoziarnisty z sosem grzbowym z opieńków ok. 400kcal

podwieczorek: 3xwafle ryżowe z białym serem + jabłko ok. 270kcal

kolacja(będzie): 2xkromka pełnoziarnistego ciemnego chleba z tuńczykiem ok. 200kcal + jabłko

łącznie: 1220kcal

ćwiczenia: 40min rowerka, 10 min skakanki + wyzwanie hantelkowe
 

 
Nie cierpię świąt. Jakichkolwiek. Sprzątanie, zakupy, cała rodzina ma wolne i siedzi w domu, denerwując mnie, siedzenie przy stole... Tego się właśnie obawiam. Najpierw jedna wizyta u rodziny, potem rodzina u nas, mam zaproszenie do przyjaciółki na jej rodzinną, świąteczną kolację... I zapewne będą teksty "nie jesz? Odchudzasz się? W święta nie zjesz jajeczka/kiełbaski/żureczku/pieczeni?(niepotrzebne skreślić)" Tylko jak się zbierze pięćdziesiąt tych kiełbasek, to się nie wytoczę od stołu.
W świątecznym sprzątaniu dobre jest tylko to, że odbębniając swoje obowiązki, trochę kcal na tym stracę xD Dziś, na przykład, 2h godzin chodzenia z tobołami, a niedługo czeka mnie pranie dywanu. Ohoho, już się cieszę na samą myśl...

Bilans:
śniadanie: 2xkromka ciemnego pieczywa pełnoziarnistego z chudą wędliną + 300ml soku pomidorowego ok. 300kcal

obiad: Kasza jęczmienna z gotowanym kurczakiem oraz warzywami (brokuł, kalafior, marchewka) ok 400kcal

podwieczorek(będzie): 3xchrupkie z tuńczykiem w sosie własnym + jeden ogórek kiszony ok. 360kcal

kolacja(będzie): lekki serek wiejski + 2xchrupkie ok. 220kcal

łącznie: 1280kcal

jak zawsze: godzina rowerka + wyzwanie hantelkowe
A może nawet wrócę do skakanki...
  • awatar Sigyn: @gość: "Gości", którzy wypowiadają się anonimowo, powinnam ignorować. Cwany jesteś w Internecie, w realu trochę mniej, skoro wypowiadasz się jako anonim. Tak, może i jestem pępkiem świata, bo każdy jest egoistą. Życie wielokrotnie kopnęło mnie w dupę, może nie za mocno, ale zawsze. Zresztą, znasz moją rodzinę? Wiesz, w jaki sposób mnie denerwują? Nie, więc z łaski swojej, nie obrażaj mnie i nie wróż mi świetlanej przyszłości z kopem w dupę na czele. A jak chcesz dyskutować, to przestań być anonimowy.
  • awatar Gość: Żałosne są te dzisiejsze dzieciaki. "Cała rodzina, siedzi i mnie denerwuje". Pępku świata, wake up. Czas wstawać bo z takim nastawieniem życie ufunduje ci wielkiego kopa.
  • awatar Bianxoo: wow co za zmiany ;o
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Dzisiejszy całodzienny pobyt na uczelni popsuł mi trochę żywieniony plan dnia, ale cóż, robię, co mogę.
Nie lubię gadać o dietach. Mam wrażenie, że odchudzanie to coś wstydliwego. W tym sensie, że mam wrażenie, że ktoś słysząc ode mnie "jestem na diecie", popatrzy z politowaniem i pomyśli "aha, już widzę, jak ci się udaje, całe życie będziesz wielorybem".
Ale dzisiaj sobie pogadałam z koleżanką. W stołówce. Ona jadła hamburgera, a ja skrobałam jogurt xD Wcale mnie nie ciągnęło do fastfooda.
Wróciłam późno, nie chcę mi się ćwiczyć, ale dooobra, zaraz wskakuję na rowerek...

Bilans:
śniadanie: 2xkromka razowego chleba pełnoziarnistego z chudą szynką + 200 ml maślanki o smaku truskawki i kiwi ok. 300kcal

IIśniadanie: kanapka(2 kromki) z tego samego pieczywa i z plastrem żółtego sera, mała wiśniowa Jogobella + kawa z mlekiem ok. 360kcal

obiad: omlet na ostro(tak samo, jak ostatnio, ale bez smażenia) + buraczki gotowane ok.300kcal

kolacja(będzie): jogurt naturalny z prażonym siemieniem lnianym + 2chrupkie ok. 230kcal

łącznie: 1190 kcal

Będzie rowerek i wyzwanie hantelkowe
  • awatar Sigyn: @ka-in-progress: Pokazanie wszystkim, że można, to dla mnie jeden z ważniejszych celów. Jak się uda, to będę się szczycić, chwalić i lansować ;)
  • awatar ka-in-progress: "W tym sensie, że mam wrażenie, że ktoś słysząc ode mnie "jestem na diecie", popatrzy z politowaniem i pomyśli "aha, już widzę, jak ci się udaje, całe życie będziesz wielorybem"." -Mam dokładnie tak samo ;) Ale trzeba im wszystkim udowodnić, że nie będziemy wielorybami. Nie gadać tylko działać :D I będzie dobrze :) Pozdrawiam :*
  • awatar Sigyn: @Perfect♥body: Dzięki :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Mimo, że mam dziś dzień wolny, to zwlokłam się z kochanego wyrka przed ósmą, by długie minuty czekać w kolejce w Urzędzie Skarbowym. Dostałam nadpłatę za podatek i, oczywiście, pojechałam na zakupy Trzy godziny włóczyłam się po sklepach, ale i tak nie kupiam wszystkiego, co chciałam :<
Kupiłam nową wagę łazienkową, bo stara, przedpotopowa, fałszuje wyniki (więc nie wiem, czy waga z początkowej notatki na blogu nie jest czasem zaniżona), na razie boję się wejść xD Kupiłam nowe słuchawki do telefonu, pyszną zieloną herbatę w herbaciarni i zaparzacz (nareszcie umiejętnie sobie przygotowałam herbatę, pyszności). No i odwiedziłam Rossmann, byłam po odżywkę do włosów, krem do ciała, do rąk, żel pod prysznic... Muszę jeszcze kupić czepek na basen i stanik sportowy. I buty. Dwie pary wiosennych butów! (zakładając, że wiosna przyjdzie)

Bilans:
śniadanie: 2xchromka razowego chleba pełnoziarnistego z chudą szynką z indyka + 200ml maślanki o smaku truskawki i kiwi - ok. 300 kcal

IIśniadanie: 3xchrupkie z serkiem topionym ok. 200kcal

przekąska: 250ml soku pomidorowego - 45 kcal

obiad(zaraz pęknę): kasza jęczmienna z sosem grzybowym i smażonymi na łyżce oliwy buraczkami - ok. 400

podwieczorek(będzie): jabłko lub pomarańcza 70kcal

kolacja: 3xchrupkie z twarożkiem chudym ok. 200

łącznie: 1240 kcal

Cały czas mam wrażenie, że to za dużo...

Było: 3h spaceru z zakupami
będzie: 60 min rowerka + wyzwanie hantelkowe
  • awatar Sigyn: @betijulia: Dzięki :)
  • awatar Sigyn: @BlondiXs: Dzięki! :)
  • awatar BlondiXs: powodzenia, byle tak dalej ;) zdjecia bardzo motywujące Trzymaj sie chudziutko ^^ i byle tak dalej
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Nie wytrzymałam wczoraj i zmierzyłam się. Po tylu dniach spodziewałam się, że zniknie chociaż centymetr. Nic z tego. Zastanawiam się, czy to nie wina złego odżywiania. Jak sobie policzyłam, to zjadam przeciętnie 700-800 kcal, a ćwiczę codziennie ponad godzinę, co przy mojej wadze czasami daje do 500 spalonych kcal. Chyba mój organizm przeszedł na tryb oszczędzania... Postanowiłam więc zwiększyć kalorie, zważywszy na to, że chcę jeszcze więcej ćwiczyć. Jednak to jest strasznie trudne, dziś, planując swoje posiłki wyszło mi ponad 1200 kcal, a mam wrażenie, że napycham się jak świnia... Cały czas wydaje mi się, że to za dużo.
Mierzenie się miało także swoje lepsze strony, udo: -2cm. Widziałam, że jest szczuplejesze, ale fajnie to wyglądało na miarce. Jazda na rowerku daje efekty.
Zmobilizowałam się, wstałam wcześniej, zjadłam syte śniadanie, miałam się pakować na basen... Kostium w sam raz, ale mój czepek zaliczył zgon :< Nici z basenu, dopóki nie kupię nowego. Złośliwość rzeczy martwych.

Bilans:
śniadanie: omlet na ostro (2 jajka, łyżka mąki, 3 łyżki otrębów żytnich, dwie łyżeczki prażonego siemienia lnianego, łyżka wody, łyżka mleka 1,5%, papryka ostra, dwa plastry chudej szynki z indyka, pół cebuli, smażone to na oliwie) coś około 402 kcal

IIśniadanie: jabłko 75kcal

obiad: szklanka makaronu pełnoziarnistego z sosem a'la bolognese (mielonka indycza gotowana, cebula, czosnek, koncentrat, bardzo dużo ostrych przypraw) około 300 kcal

podwieczorek(będzie) 3xchrupkie z szynką z indyka + szklanka soku warzywnego ok. 240 kcal

kolacja(będzie): serek wiejski lekki + jedno chrupkie około 210 kcal.

Łącznie 1227kcal (do tego pewnie kawa z dwiema łyżeczkami curku więc wyjdzie 1300)

Będzie godzina rowerku i wyzwanie hantelkowe.

Zobaczymy, czy teraz cokolwiek zejdzie z wagi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wreszcie kupiłam melisę, może popijając ją, przestanę się wściekać o byle gówno. Nie wiem, czy to wina zbliżającego się PMS czy też braku endorfin, ale chodzę nabuzowana i wszystko, WSZYSTKO mnie denerwuje.

Od dwóch tygodni wybieram się na basen. Może wreszcie jutro mi się uda. Jak ja nie znoszę wciskać się w kostium kąpielowy, wyglądam jak ściśnięty baleron.

Bilans:
śniadanie: 2xkromki chałki z masłem + jabłko

obiad: talerz barszczu białego

podwieczorek(zaraz): szklanka soku pomidorowego + jabłko

kolacja(będzie): 2xchlebek chrupki z chudym twarogiem

60 minut rowerka + wyzwanie hantelkowe

Inspiracje!
  • awatar ka-in-progress: świetny bilans, zdrowy :) motywacje ♡
  • awatar Sigyn: @JohannaBlack: Dzięki :)
  • awatar JohannaBlack: Piękny bilans i ćwiczenia :) Zapraszam do mnie, dziś założyłam bloga, by zmagać się z kilogramami :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Nie wiem, czy się przepracowuje czy co, ale podczas jazdy na rowerku dłużej niż 15 minut zaczynają mnie boleć mięśnie prawego uda, pod spodem, poniżej pośladka. Mimo, że czuję nieprzyjemny ucisk i niewygodnie mi, to jadę dalej. Jeżdżę już długo, dłużej, niż mam blog, może powinna jeden czy dwa dni odpocząć?
Z drugiej strony... znam siebie doskonale. Odpuszę jeden dzień, potem drugi... następnie przeleżę na kanapie całe życie. Ot, taki sobie zwyczajny słomiany zapał.

Bilans:
śniadanie: płatki kukurydziane i jogurt z ziarnami zbóż

IIśniadanie: szklanka soku pomidorowego + plasterek żółtego sera

obiad: warzywa gotowane (marchewka, brokuł, kalafior) + jabłko

podwieczorek(teraz): szklanka soku pomidorowego

kolacja (będzie): 2xchlebek chrupki z białym serkiem z szczypiorkiem

60 minut rowerka + wyzwanie hantelkowe
  • awatar Sigyn: @ka-in-progress: Jak my nie damy rady, kto da? ;) Też mam problem z kolanem, musiałam zrezygnować z biegania oraz tymczasowo ze skakanki (planuję wracać), kolano załatwiłam sobie w czasach licealnych na wuefie. Wkurza mnie to udo, bo dość specyficzny ból, nie szarpie, ale sprawia, że mi cholernie niewygodnie.
  • awatar ka-in-progress: mnie za to od rowerka zaczynają wysiadać kolana :C . ale też nie chcę i chyba już nie potrafię przestać. Jak narazie zmniejszyłam tylko dawkę ćwiczeń na nogi. Trzeba im dać odrobinę odpocząć :) . Damy radę ! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

...

Kocham moją rodzinę. Nigdy nie usłyszałam od nich motywujących słów, nigdy mnie nie pochwalili czy powiedzieli, że będzie dobrze. Wręcz przeciwnie...
Mój dobry humor popsuła babcia. Przyglądała się w długim milczeniu, gdy machałam hantelkami, gdy robiłam wymachy i inne dziwne, bolesne rzeczy i stwierdziła, że i tak nic mi to nie da. Po prostu mistrzostwo świata w demotywowaniu. Coś jej odwarknęłam, ale zachciało mi się płakać.
Mogła się nie odzywać. Albo chociaż powiedzieć "wreszcie się za siebie wzięłaś". Ale nie, dojebała mi, poddając w wątpliwość i moje wysiłki, i moje wyrzeczenia...
Najpierw wraz z moją matką, gdy byłam dzieckiem, wpychała mi dziesięć obiadków dziennie, a teraz kopie mnie w dupę swoimi tekstami.
Aż mi się odechciało wszystkiego. Mam ochotę jebnąć to wszystko, wrócić do starych nawyków, obrosnąć tłuszczem tak, żeby mnie dźwigiem ściągai z łóżka... No bo po co się starać, skoro "nic mi to nie da"?
Znowu mi się chcę ryczeć...
  • awatar Sigyn: @puf.puf: Dzięki za motywacyjne słowa! Gratulacje znalezienia tak dobrej pracy mimo wątpliwego "wsparcia" rodziny :) Nie zamierzam się poddawać, o nie, za długo już odpuszczałam.
  • awatar puf.puf: P.S. Nie jest sztuką chwalić się swoją szczupłą sylwetką, gdy nasze geny pozwalają nam jeść wszystko, nie ćwiczyć i jednocześnie nie tyć. Sztuką jest dbać o siebie i być smukłym wtedy, kiedy wszystko nam w tym przeszkadza, kiedy trzeba wyrzec się przyjemności i ciężko walczyć o smukły wygląd.
  • awatar puf.puf: Moja mama demotywowała mnie gdy szukałam pracy w biurze:) Uważała że powinnam szukać pracy jako ekspedientka itp Ale miałam wysokie ambicje i szukałam dalej no i oczywiście znalazłam: specjalista ds marketingu w jednej z czołowych sieci supermarketów- zajmowałam się promocjami na otwarcia nowych sklepów w całej Polsce. Udowodniłam że można. Już nie pamiętała swoich wcześniejszych uwag, tylko chwaliła się znajomym gdzie jej córka pracuje tak samo będzie u Ciebie- tylko wytrwaj :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
W poniedziałek idę się szlajać po sklepach, na konto wpłynie stypendium i zwrot podatku <3

Dzisiejszy dzień naprawdę zabawny, za sprawą moich ulubionych studentów z Angolii i pewnego rozgadanego Syryjczyka. Ów Syryjczyk, który za sprawą matki Polki świetnie mówi po polsku, zabawiał nas rozmową i żartami, a moi studenci wzięli udział w konkursie na malowanie pisanek (xD) i pokazali nam cudowną pisanką z napisem "piwo czy wódka". Uwielbiam ich, każde lekcje, które obserwuje, zmuszają mnie do śmiechu

Bilans:
śniadnie: szpinak z jajkiem (tylko kilka łyżek, bo babcia robiła i chyba jej solniczka wpadła do gara, obrzydliwie słone)

IIśniadanie: jedno ciasteczko ofiarowane przez ulubionego studenta z Angolii xD Głupio odmawiać

obiad: dziwna mikstura nazwana przez mojego ojca zupą warzywną, ale bardzo dobra (pomidory, marchewka, pietruszka)

podwieczorek (teraz): buraczki podsmażane na łyżce oliwy

kolacja(będzie): pewnie płatki kukurydziane

Będze rowerek oraz wyzwanie hantelkowe.
  • awatar SierraCole: bardzo motywujące te zdjęcia życzę powodzenia xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nic mi się nie chcę...

Bilans:
śniadanie: 3xchrupkie + 2 małe jajka

IIśniadanie: jogurt 0% tłuszczu z brzowskiwną, marakują i ziarnami zbóż

obiad: makaron razowy z sosem grzybowym

podwieczorek: jabłko

kolacja(będzie): płatki kukurydziane na sucho

No i skubłam trochę bajaderki...

60 min rowerka + 25 wyzwania hantelkowego.

Motywacji! Potrzebuję więcej motywacji :<
 

 
O, stuknął już tydzień. Nawet nie wiem, kiedy...
Dobra, dziś zawaliłam. Może nizebyt drastycznie, ale zawsze. Ojciec ugotował dziś na obiad moją ulubioną zupę gulaszową. Zjadłam talerz, a potem dokładkę. I nie ma usprawiedliwienia, że dokładka to "sama woda" z warzywami. Miało być zero dokładek! Jestem na siebie zła. Ale za to dłużej pojeździłam na rowerze. Na dodatek zaraz wychodzę z przyjaciółką na zakupy, więc czeka mnie co najmniej godzina szwendania się po sklepach.

Bilans:
śniadanie: 3xchrupkie, dwa z chudą wędliną, jedna z serkiem topionym

IIśniadanie: jabłko

obiad: 2x zupa gulaszowa ;___; (skład: ziemniaki, słoik gulaszu, koncentrat pomidorowy, kapusta pekińska, marchewka, czerwona fasola)

podwieczorek(zaraz): marchewka

kolacja(będzie): 2x chrupkie i szkl. mleka 1,5%

75 min rowerka + 25 min wyzwania hantelkowego
będzie spacer

Fuuuuck.
  • awatar Lonely_Katherine: Dokładka zupy to nie koniec świata, ona Cię nie zabije..uwierz mi . Zamiast się obwiniać, poćwicz i wyładuj tą złą energie. Wierzę w Ciebie .. Zapraszam do siebie .. jestem nowa i także potrzebuję wsparcia:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zamiast piwa - sok. Chyba się nie przyzywczaję...

Robię sobie wyzwanie z hantelkami. Przez 30 dni co najmniej pół godziny zabawy z ciężarkami. Mam takie kilogramowe, na sam początek wystarczą.

Bilans:
śniadanie: garść płatków kukurydzianych + jogurt naturalny 0% tłuszczu

IIśniadanie: jabłko

obiad: talerz krupniku z ryżem

podwieczorek: do pochrupania garść płatków

kolacja: 3x pieczywo chrupkie, jedno małe jajko na twardo, plasterek wędliny z kurczaka

Godzina na rowerku stacjonarnym + 30 min hantelki (na stojąco, na leżąco i z przysiadami )
  • awatar Sigyn: @Grubaska.!: Oj tak xD A ja tak lubię piwo ;__;
  • awatar Grubaska.!: Odstawienie alkoholu to najgorsza rzecz w diecie ;p
  • awatar Sigyn: @enate: @elegance: @ka-in-progress: Dzięki!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Mój brat to jednak uwielbia mnie dręczyć. Dziś, jak robiłam obiad, to on ładował do mikrofalówki popcorn. Dużo popcornu. Mnóstwo popcorniu.
Na szczęście nie rzuciłam się na żarcie jak głupia. Kolejny sukces!

Zadania dla moich studentów z Angoli zrobione, teraz zielona herbatka i słodki chill.

Bilans:
śniadanie: 2x chrupkie pieczywo z wędliną z kurczaka + garść płatków kukurydzianych na sucho.

obiad: pół torebki brązowego ryżu, trzy małe kotleciki z mięsa mielonego, cebuli i kapusty pekińskiej w panierce z otrąb żytnich, podsmażone na oliwie + dwie gotowane marchewki

podwieczorek: jabłko + marchewka surowa

kolacja: suche płatki kukurydziane (napycham się jak chomik )

Rower, jak zawsze. Jutro rozplanuje sobie resztę ćwiczeń, czas ponownie zakumplować się z hantelkami.

Inspiracje!
  • awatar Sigyn: @eles: Spoko, nie pogniewam się :D
  • awatar eles: ta reklama siłowni mnie rozwaliła :D mam nadzieję, że się nie pogniewasz jeśli ją sobie skopiuję ;)
  • awatar ka-in-progress: Powozenia! Będzie dobrze :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Było spoko. Siedzieliśmy z przyjaciółmi, wygłupialiśmy się, oglądaliśmy horrory.
Moja silna wola została dwa razy wystawiona na próbę. Najpierw brat zamówił pizzę. Przede mną leżało pudełko, otwarte i zachęcające, a ja patrzyłam na pizzę tęsknym wzrokiem i siorbałam swoją zupę. Mama cały czas zachęcała "weź spróbuj, chociaż kawałek", a ja w milczeniu dalej siorbałam zupę.
Potem przyjaciele pili piwo i jedli krakersy. Nawet nie dziabnęłam. Dwa zwycięstwa, nieźle.

Bilans:
śniadanie: błonnik spożywyczy + szkl. mleka 1,5%

obiad: talerz barszczu białego zabielanego jogurtem naturalnym (jogurt naturalny w zupach to moje zwycięstwo, wcześniej mama zawsze używała śmietany, ale wyperswadowałam jej to. Od bardzo dawna stosuje teraz jogurt. Nie pamiętam już, jak smakuje śmietana)

podwieczorek: jabłko

kolacja: garść płatków kukurydzianych + jogurt naturalny. Potem pochrupałam na sucho drugą garść.

Przed południem godzina na rowerku.

Nie chcę mi się wstawiać dziś inspiracji. Jestem padnięta. Idę spać.
  • awatar Sigyn: @Rasp: @willbeperfect: Dzięki! :)
  • awatar Sigyn: @be-perfect-body: Wytrwałość się przyda :)
  • awatar Sigyn: @elegance: Silna wola trenowana przez bardzo długi czas ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Wczoraj później, dzisiaj wcześniej, ha!

Nie została mi nawet złotówka. Ostatnie pieniądze wydałam na czarną koszulę, dwa staniki, kubek do herbaty z owcą oraz dwie farby do włosów Joanny "Płomienna iskra". Teraz będę musiała żebrać pieniądze od rodziców lub brata.
Dwie farby, bo moje kudły osiągnęły dumną długość okolic paska od stanika. Dwie farby, bo jestem szczęśliwą (?) posiadaczką bardzo gęstych włosów. Miałam porzucić farby chemiczne, ale w przeliczeniu wyszło mnie taniej niż henna. Jak moje konto będzie na plusie, to zastanowię się nad tym.
Farbuje dopiero od trzech lat. Zaczęło się od pogłębienia koloru jasnym brązem (niestety, odziedziczyłam geny po tatusiu, mój naturalny kolor to mysi blond, typow polski. Po mamusi miałabym piękne ciemnobrązowe włosy i ciemnobrązowe oczy, a dostałam komplet po tacie, czyli brudny blond oraz szarozielone oczy. W loterii genowej nie miałam szczęścia, wygrał ją mój brat ;__, potem postanowiłam szaleć i zrobiłam się na rudo. Zostało mi do tej pory. Po prostu lubię mieć na głowię albo rudy, albo czerwień. Ludzie też się przyzwyczaili do tego koloru i już nie wyobrażają sobie mnie w naturalnym.
Farby chemiczne są złe, wiem, wiem. Praktykuje włosomaniactwo, więc wiem, jak włosy zabezpieczyć. Ale wciąż nie są idealne, mimo zminimalizowania dawki silikonów, mimo olejowania, maskowania, smarowania, a nawet picia drożdży czy skrzypów. Do ideału jeszcze daleka droga.
Może kiedy indziej pogadam o pielęgnacji włosów.

Bilansik?
śniadanie: kaszka bananowa mleczny start z Biedry

IIśniadanie: dziwna włoska przekąska, coś jak suchary, paczka 40g

obiad: pół paczki brązowego ryżu ze śmieciowym sosem (śmieciowy sos robię ze wszystkiego, co jest w lodówce i jest jadalne. W tym wypadku: pół puszki pomidorów podsmażonych na łyżce oliwy, trochę kapusty pekińskiej, papryka słodka, pieprz ziołowy, tymianek, bazylia, oregano)

podwieczorek: sałatka owocowa (małe jabłko, mały banan, pomarańcza, 2xkiwi)

kolacja (będzie): 2xpieczywo chrupkie z wędliną z kurczaka

Będzie, jak zawsze, sesja na rowerku.

Jutro meeting z przyjaciółmi. Przypomnieli sobie o moim istneniu. Zajebiście.
  • awatar pieprzivanillia: farby chemiczne sa niezdrowe lepiej zacznij henne pozniej bedziesz plakac jak po latach stracisz tyle wlosow co ja teraz mialam duzo bardzo duzo, teraz mam duzo ale nie tak jak wczesniej to byla gestosc az pozazdrosisc farbowalam chemia kilka lat i moje wloski coz zaczely marniec, .... sa teraz tez grube ale wczesniej to byl kosmos
  • awatar Sigyn: @Lkarnitynka: Farbuję, bo nie mogłabym znieść odrostów. Jak mi się długie włosy znudzą, to je zetknę na krótko i wtedy przestanę farbować, do tego czasu będę się męczyć ;) Po tych odrostach właśnie widać, że włosy mi rosną, bo po długości to coś słabo. Na porost włosów piłam drożdże, znowu muszę do tego wrócić.
  • awatar Lkarnitynka: Gratuluję, zdrowo! :) Ja też mam włosy podobnej długości, co twoje :) ale ostatnio ich nie farbuje<od pół roku> i biorę codziennie skrzyp, wszyscy nie mogą się nadziwić czemu tak szybko rosną mi włosy :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Dziś trochę później, ale jak to mówią: lepiej późno niż wcale.

Sprawozdanie z dnia?
Dużo biegania, najpierw praktyki, potem sruuu! przez miasto na wydział, do dziekanatu, wreszcie odebrać indeks i przedłużyć legitkę. Jak zwykle czekałam na ostatnią chwilę. Całe moje życie jest na ostatnią chwilę, hue hue.
Wreszcie się spotkałam z przyjaciółką, pogadałyśmy, poplotkowałyśmy, obejrzałyśmy milion filmowych trailerów i zastanawiałyśmy się, na co iść do kina. Dziś, zamiast fociaszek, będą trailery

Bilans?

śniadanie: kaszka truskawkowa "Mleczny start" z Biedry
kawa czarna + jedna łyżka cukru

IIśniadanie: mała paczka (45g) muesli i jabłko

obiad: gotowana pierś z kurczaka + podsmażone na łyżce oliwy buraki

podwieczorek: jogurt z ziarnami, figą i rodzynkami + kawa z mlekiem (mleko 3%, serwowane przez przyjaciółkę)

kolacja: 3xchleb chrupki (dwa z odrobiną wiejskiego sera, jeden z topionym)

50 minut rowerka w średnim tempie.

Jutro idę się poszwendać po sklepach i wydać ostatnie pieniądze. Potem najwyżej będę głodować. A co.

Obiecane trailery! Na te filmy na pewno pójdę do kina.

1.

Trzecia część historii mojego ukochanego bohatera Marvela. Pierwszą i drugą część wydziałam chyba z miliard razy. No i Robert Downey Jr, moja miłość <3 Zakochałam się, gdy tylko zobaczyłam go w "Chaplinie". Teraz szturmuję każdy jego film, jaki wchodzi do kin.

2.

Nie przepadam za Tomciem. Drażni mnie, ale film zapowiada się całkiem nieźle.

3.

Interesuje mnie kryminalistyka, z chęcią czytam o seryjnych mordercach/płatnych zabójcach, więc tematyka filmu przyciągnęła mnie jak magnes. No i Michael Shannon, ten gość jest genialny, kocham go za rolę agenta van Aldena z serialu "Zakazane Imperium".

4.

Książka cierpliwie czeka, aż będę miała dużo czasu i znów będę mogła czytać dla przyjemności.
Zapowiada się cudne widowisko. Kocham klimat lat 20. i 30. XX wieku.
 

 
Dzieeeeń dobry!
A może nie taki dobry? Dzień chyli się ku końcowi, mogę więc stwierdzic z pewnością, jaki był. Czy był dobry? Nie, chyba nie? To znaczy... Nic specjalnego się nie działo. Nic dobrego, ale nic złego. Był nijaki. Jak zawsze.
Czyli dzień był chujowy!

Strasznie cierpię poprzez rutynę. Nudzę się. I jestem zła na tych, którzy tytułują się moimi "przyjaciółmi". Bezczelnie mnie olewają. Unoszę się dumą i nie zamierzam żebrać o zainteresowanie, nie nie.
Byłam dziś na praktykach. Miałam zajęcia z dwójką studentów z Angoli. Wszystko cacy, gdyby nie to, że jeden z nich wystartował na przywitanie z buziakiem w policzek, a potem stosował "skromny podryw". Hoho, chłopcze, nie wiesz, na kogo trafiłeś. Ja jestem niezdobyta jak Bastylia!
Hm... Rewolucjoniści zdobyli Bastylię. Eee.. whatever.

Może bilans?

Śniadanie: 3xchleb chrupki z połówką kulki mozzarelli (mozzarella! Czy jest coś lepszego na świecie? Tego w życiu bym sobie nie odmówiła, never!), kubek czornej kawy z 2 łyżeczkami cukru (miała być jedna, ale zagapiłam się ;___; Tylko kawę słodzę, ale powoli próbuję wyrzucić kompletnie cukier z diety, schodzę więc tak z łyżeczki na łyżeczkę)

IIśniadanie: błonnik spożywyczy + szkl. mleka 0,5%

obiad: talerz zupy jarzynowej (ale moja matka robi tłuste zupy ;___

kolacja (będzie): zapewne chleb chrupki z jakimś serkiem topionym.

Zamierzam też wsiąść na rower stacjonarny, przejechać godzinę.
Rowerek to moje standardowe ćwiczenie, stosuje je prawie codziennie. Planuję też poszerzenie gamy ćwiczeń, ale wpierw muszę kupić sobie porządny stanik sportowy. Niestety (?!) jestem posiadaczką sporych piersi, co jest dla mnie strasznie denerwujące. Przy mojej wadze to po prostu nie wygląda apetycznie (na dodatek lata spałam na brzuchu, więc domyślacie się, jaka to makabra). Więc jak ćwiczę, to mi latają góra - dół i wkurwia mnie to niemiłosiernie. Na razie nie stać mnie nawet na waciki, mam tylko 30 zł na koncie do 25 marca ;___;
Chcę już moje pieniądze.

To tyle, żegnam!
  • awatar Sigyn: @•thin&happy•: Stare nawyki słodzenia pozostają. Kiedyś do herbaty wrzucałam trzy O_o Teraz zapewne zemdliłoby mnie od tego. Słodka herbata przestała mi smakować. :)
  • awatar •thin&happy•: Ale ładny bilans ^.^ Hahaha, ja wlewałam sobie ostatnio wodę do kubka i jak się zagapiłam to wylała mi się i nawet nie zauważyłam ;D
  • awatar Sigyn: @Young & Perfectly Imperfect: Dzięki :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Blog numer 13243653.
To ma być swojego rodzaju pamiętnik, ale także pewna mobilizacja. Będę miała motywację, aby wpisy ładnie wyglądały i nie wychodziło na to, że żrem jak świnia. Hah.

Może krótko o sobie?
Cześć, jestem Sigyn ("czeeeść Siiiigyn" i jestem gruba.
Nienienie, ale nie "gruba", to znaczy chuda jak patyk i jęcząca, że jest tłusta. Normalnie jestem gruba, nazywajmy rzeczy po imieniu. Żaden tam "misiaczek", "kluseczka", "pyzunia", żadne "więcej ciałka do kochania". Trzeba mówić prosto z mostu "dziewczyno, weź się w garść, bo niedługo będzie łatwiej cię przeskoczyć niż obejść!" No to biorę się w garść. A blog, wystawiony na widok publiczny, ma mi w tym pomóc.

Podam może wymiary... Punkt startowy:
Udo 67 cm
Ramię 31 cm
Pas 105 cm
Brzuch 115 cm
Łydka 43 cm
Biust 114 cm
Waga 90 kg

Tak w przybliżeniu, mniej więcej, bo moja waga ma sto lat i nie umiem mierzyć się dokładnie.
Co nie, że gruba?

Jestem studentką III roku filologii polskiej w specializacji glottodydaktyka. Interesuje się literaturą, filmami niemymi, ostatnio zaś mitologią skandynawską (czuć po loginie, nie?). W wolnych chwilach lubię marudzić i narzekać, użalać się nad sobą, pisać mało romantyczne opowiadania, oglądać seriale, grać w gry komputerowe, szczególnie te, w których grywalną postacią jest komandor Przymierza, czy też Szary Strażnik, czy też zabójca z XII wieku.
Mam paskudny charakter. Naprawdę, nie chcielibyście mnie spotkać w realu. Zostawmy wszystko w Internetach.

Denerwują mnie wyżej wymienione osobniki, które odchudzają się z kości na ości, chociaż nie mają potrzeby. Ćwiczenia i dieta, aby osiągnąć wysportowaną sylwetkę - rozumiem i popieram, ale ruchem proana gardzę, przeklinam i potępiam.

To chyba wszystko. Może zdam sprawozdanie ze swojego dnia?

Śniadanie: błonnik spożywczy + szklanka mleka 0,5%, kawa z jedną łyżeczką cukru(cholera wie, ile to kcal, z matematyką nigdy się nie kumplowałam, więc daruje sobie obliczenia)
obiad: makaron pełnoziarnisty z pomidorami i ziołami oraz czterema plasterkami roztopionej mozzarelli
podwieczorek: 2xpiewczywo chrupkie z łososiem
kolacja: 3x pieczywo chrupkie (dwa z odrobiną serka wiejskiego i jeden z topionym). Dopchałam się jeszcze dwoma pajdami razowego chleba z rodzynkami i sezamem, nie mogłam się powstrzymać, był przepyszny.

Plus hektolitry herbaty bez cukru (głównie zielonej, ale jakaś czarna też wpadła).

Na rowerku nie jeździłam, późno wróciłam z uczelni, więcej grzechó nie pamiętam, za które serdecznie żałuje.


Aha. Widzę, że popularne są tu inspiracje. W sumie fajnie, ale nie jestem fanką wstawiania chudych tyłków i pałąkowatych nóg. Lubię za to aftery i befory, szczególnie te ekstremalne. Dają niezłego motywacyjnego kopa.
  • awatar .Shikirin.: Więc my też damy rade!
  • awatar Sigyn: @pieprzivanillia: Dzięki za każdą radę.
  • awatar pieprzivanillia: sproboj skalpel ewy chodakowskiej i madrze jedz, ja cwicze po too by miec miesnie i wsyportowana sylwetke bedzie dobrze duzo determinacji zycze
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›