• Wpisów: 308
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 22:08
  • Licznik odwiedzin: 50 652 / 1925 dni
 
sigyn
 
Sigyn: Żyję! Ale co to za życie...
Nie było mnie rok. Co tym był za rok?
Chujowy, rzecz ujmując. Minął rok od tragicznego wydarzenia. Coś się w tej materii zmieniło. Nasz kontakt urwał się. M. żyje sobie własnym życiem i ma nas gdzieś. Kiedy ja go widziałam? Na poprawinach Sylwestra? E. jest, bo to mój najbliższy przyjaciel.Co prawda, teraz romansuje sobie w Norwegii i nawet nie raczył napisać, że  zostaje na dłużej, ale cóż... A. jest zajęta narzeczonym, pracuje i ciuła na ślub, który planują w przyszłym roku. A ja?
Ostatni semestr studiów. Jeszcze pięć miesięcy i koniec tej rzeźni. Co prawda, będę szczęśliwą bezrobotną, ale przynajmniej z mgr przed nazwiskiem, huehehe.
Długo mnie nie było tutaj, co rzecz? Zaniedbałam się. Przez pewien czas miałam wyjebane na ćwiczenia, diety i dbanie o siebie, w efekcie przybyło trochę kg. Jak zobaczyłam 78kg na wadze, to załkałam nad marnym losem i postanowiłam wziąć się w garść. Karnet na siłownię kupiłam. Jestem niemal codziennie. Dziś sobie odpuściłam, dziś zrobiłam sobie restart, lenistwo, trochę pracy twórczej nad mgr, dużo wina... Od tygodnia piję, chyba najwyższy czas powiedzieć sobie dość.
Nudzę się w ten sobotni wieczór, a mogłam być na Śląsku i bawić się ze znajomymi. Ech. A mogłam się znowu z nim zobaczyć. Ech. Od mojego wyjazdu do Pragi wciąż o nim myślę. Ech. No bo pojechałam do kumpla do Pragi, gdzie siedzi na Erasmusie, bo zawsze chciałam zwiedzić stolicę Czech, a on był akurat współlokatorem mojego kumpla... A kumpel menda, nie chciał mnie oprowadzać po mieście, a W. musiał to robić. Ech, gdzie tacy faceci się chowają? Od naszego spotkania (pierwszego!) minęło ponad 3 miesiące, a ja myślę wciąż o nim. Dziś przyłapałam się (oczywiście, po x lampkach wina, które wychlałam), że rozmyślam o nim. Przypomniała mi się nasza wędrówka na wieżę w Pradze. Teren górzysty, mokro i ślisko, błocko po kostki, a my postanowiliśmy schodzić z górki. On pierwszy, ja za nim, w ślizgających się martensach. Gdyby mnie nie złapał, wylądowałabym ryjem w błocie. Jedno wspomnienie, a nie daje mi spokoju przez cały wieczór. Ach, to wino...
Dobra, dziś ostatni raz tak zachlewam pałę. Od jutra pełen wycisk. Koniec z półśrodkami. Wracam na siłkę, wracam do bilansów, zrywam z alkoholem. Spodziewajcie się regularności, wracam do walki!

Nie możesz dodać komentarza.