• Wpisów: 308
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 22:08
  • Licznik odwiedzin: 52 102 / 2051 dni
 
sigyn
 
Sigyn: Uwaga, wpis będzie pełen marudzenia, narzekania, więc lepiej skończyć czytać teraz.
Najgorsze. Walentyki. Ever.
Nie, żeby kiedyś były lepsze. Od zawsze je hejtuje, bo jestem singlem z wybory (hehehe, nie swojego), ale ten dzień jest koszmarny i dobrze, że zaraz się skończy.
Zawsze Walentynki spędzałam ze swoją przyjaciółką. Piwo, pizza, głupie filmy. Ostatni, mimo, że A. posiada drugą połówkę, też się spotykamy, bo jej facetowi, R. (Odynie, jakie te inicjały głupie), jakoś tak zmiany w pracy wypadają, że 14 luty przesiaduje po 12h. Dziś zaczęłyśmy z grubej rury, bo pojechałyśmy na cmentarz.
Potem miałyśmy się spotkać z M. i E., żeby wspólnie się napić. Jakoś tak wyszło, że obaj panowie się nie dogadali i przyjechał sam M. Drugi z gości nie odbierał telefonów i jebnął na nas focha, bo się nie dogadali. Szkoda tylko, że wiedział, że mamy się spotkać w konkretnym miejscu i zamiast po prostu przyjechać na miejśce spotkania, dał dzidę do domu i umówił się z kimś. Aha. Spoko. A. go opierdoliła przez telefon i teraz wszyscy są skłóceni.
Wcześniej R. poprosił mnie, bym wypadała, jaki rozmiar palca ma A. (gdyż chce się zaręczyć i kupić odpowiedni pierścionek). Wiłam się jak głupia, by się nie domyśliła, o co mi chodzi. Trochę mnie to dołuje od kilku dni, bo świadomość, że najlepsza przyjaciółka się zaręcza, a ja tkwię sama jak palec nie jest najlepszą świadomością.
Zauważyłam też, jak A. i M. dobrze się dogadują po tej tragedii. W sumie fajnie, że M. ma wsparcie. Zazdroszczę jednak faktu, że potrafią się sobie wygadać, wesprzeć się. Ja tak nie umiem. Nie potrafię nawet powiedzieć "a jak ty się trzymasz?", "w porządku?". No nie przechodzi mi to przez gardło. Nigdy nie byłam najlepsza we wspieraniu na duchu, pocieszaniu, nigdy też nie potrafiłam takiego wsparcia przyjąć. Jestem emocjonalną lodówką. Nie umiem gadać o uczuciach i nienawidzę ich okazywać.
Ostatnio się zastanawiałam, co ze mną jest nie tak, że siedzę do tej pory sama. Wygląd? Zmieniłam się bardzo, czuję się znacznie atrakcyjniejsza niż byłam. Może to kwestia zjebanej osobowości? Może jestem nuda, bylejaka, płytka?
Podsumowując:
-wizyta na cmentarzu dostatecznie rozwaliła mi nastrój
-jestem zazdrosna o przyszłe zaręczyny przyjaciółki
-jestem wkurzona na E.
-jestem zawiedziona E., bo liczyłam, że się pojawi i się razem poużalamy. Dotąd tylko przed nim naprawdę się otworzyłam, brakuje mi teraz tych wyznań. Nie ma go, gdy jest mi potrzebny
-jestem zazdrosna o relacje A. i M.
-jest mi przykro, że kolejne walentyki spędzam sama jak palec
-nie mam z kim pogadać o swoich problemach
-na dodatek piłam dziś wino, jadłam chipsy i czekoladki, niech mnie za to piekło pochłonie.

Debilny dzień.


20b5c4e5c8181a6da04b10bce8bab3cb_original.png


2590b4146507572c11546b1af9e32fa6_original.jpg


999904_604003099631728_571595134_n.jpg


tumblr_mz81cwx5HP1qiuiebo1_1280.jpg

Nie możesz dodać komentarza.