• Wpisów:308
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 22:08
  • Licznik odwiedzin:50 989 / 1954 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Mieliście kiedyś tak, że chcieliście rzucić kieliszkiem o ziemię, następnie wziąć odłamki w ręce i mocno ścisnąć?
Witajcie w moim świecie.
Dzień zawalony. Także przez alkohol.
Wspominałam, że mam problem z alkoholem? To wspominam.
Może jutro będzie lepiej.

EDIT
Dobra,pochlałam sobie. I jak zawsze, wychodzi ze mnie to złe. Muszę być bardzo żałosna, skoro wypisuje to w internecie. Ha, nie ma komu się wyżalić, taka prawda. W tym momencie jest bardzo źle, niemal tak źle, jak jak rok temu. Rok temu w afekcie używałam ostrych narzędzi, czego pamiątki mam do dziś. Żałuję tych pamiątek, ale wolę starych błędów nie powtarzać. Co nie zmienia faktu, że dziś popiłam, dostałam parę razy po ryju od samej siebie, popłakałam się z żalu i teraz gaszę emocje. Coraz mniej radzę sobie z emocjami. Dzisiejszy wybuch tego dowodem. Ciekawe, czy kiedykolwiek sobie dam z tym radę. Sama, bo nikt nie wie o tym, co mam w głowie. Z jednej strony dobrze, z drugiej strony męczenie się z samą siebie jest koszmarne.
 

 
Dzień pod znakiem załatwiania uczelnianych spraw. Spotkanie oko w oko z prodziekan mojego wydziału wypadło pomyślnie. Zbierałam się trzy semestry, żeby posiedzieć u niej 3 minuty. Ha. Przez 5 lat brnęłam przez studia bez zahaczania o gabinet prodziekan, ale dziś nadszedł ten dzień. Przy okazji przedłużyłam legitymację i poszłam po pieczątki do dokumentów na praktyki. Już niedługo zacznę znowu uczyć dzieci, muahahaha.
Dostałam lenia totalnego i nie zamierzam dziś ćwiczyć. A co.

Bilans:
śniadanie: jajecznica z dwóch jajek z pomidorem i czerwoną fasolą

przekąska: małe jabłko

lunch: sałatka z kawałkiem gotowanego na parze piersią indyka, rukolą, pomidorem, papryką, porem, odrobiną jogurtu

obiad: półtorej talerza zupy jarzynowej

kolacja: 2xkromka chleba z ziarnem z rukolą, serem z niebieską pleśnią i papryką czerwoną

kawa czarna bez cukru, 3xzielona herbata

Trening:
NIC!

(chyba, że doliczyć półgodzinny spacer od dworca kolejowego)
  • awatar Sigyn: @motena: http://pl.wikipedia.org/wiki/Niebieski_ser Zacny jest!
  • awatar motena: ser z niebieską pleśnią ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jestem... sfrustrowana. Nie chcę być sfrustrowana, ale nie mogę inaczej. Czemu to? Denerwuje mnie waga. Stoi w miejscu. Zatrzymała się na tych 76 i nie chce drgnąć. Kiedy pięć tygodni temu zaczęłam chodzić na siłkę, było dwa kilo więcej. Po tych pięciu tygodniach, hektolitrach potu, wyrzeczeniach, poszło dwa kilo, z czego od prawie dwóch tygodni wciąż stoję na 76.
Ja wiem. Ja naprawdę wszystko wiem. Jestem tuż przed okresem, gromadzi się woda. Na siłce nie tylko robię cardio, ale i trening siłowy, mięśnie rosną i swoje ważą. Powinno się mierzyć, nie ważyć. Chociaż na wadze nie ma rezultatów, czuję się inaczej, moje ciało jest... bardziej ubite. Co z tego, skoro mnie to wkurza? Jakaś irracjonalna część mnie żąda natychmiastowych efektów. Myślałam, że jestem weteranem odchudzania. Że nie złapię się na tych samych błędach, co trzy lata temu, gdzie ważyłam się codziennie i miałam panikę w oczach, gdy lekko zawaliłam. Ale się wkurzam, bo. Może to wina PMS. Może to głupota. Kto wie.

Dopiero wczoraj, gdy miałam dzień wolnego od ćwiczeń, poczułam, jak tego potrzebowałam. Zaczęły boleć mnie mięśnie, i to nie tak, od zakwasów, ale raczej od rozrostu. Ała.

A z mgr progres. Dzisiaj doszła strona, a w planie mam jeszcze trochę jeszcze popracować.

Bilans:
śniadanie: owsianka z bananem, jogurtem naturalnym i cynamonem

obiad: domowa razowa tortilla z gotowanym kurczakiem, rukolą, papryką, pomidorem, porem i czerwoną fasolą

podwieczorek: 2 marchewki, jabłko, szklanka soku pomidorowego

kolacja: serek wiejski lekki z papryką, pomidorem, porem

1,5 litra wody, 5x zielona herbata, kawa czarna

Trening:
1h siłowni
-15min marszu (5m/h)
-15min biegu (8km/h)
-10min marszu pod górę (6km/h)
-10min ćwiczeń na nogi
-10min orbitreka
  • awatar Rose Quartz.: mięśnie rosną, tłuszcz ucieka - więc twój spadek wychodzi na zero. może nie powinnam ale, na prawdę radzę ograniczyć kcal i siłkę, wtedy zobaczysz efekty bo tłuszcz zacznie odpuszczać jeszcze szybciej a mięśnie przestaną się powięksać więc i na wadze wyjdzie na minusie i w wyglądzie zobaczysz efekt. może to trochę niezdrowe, to myślenie ale, moim zdaniem umięśnione dziewczyny może i są zdrowsze ale, wyglądają wstrętnie.
  • awatar Sigyn: @motena: Tak, zdecydowanie, ale coś siedzi w głowie i podszeptuje, że wszystko dzieje się za wolno.
  • awatar motena: mi też kiedyś przez dwa miesiące stała . Ale masz rację z tymi ćwiczeniami ,masz więcej mieśni mniej tluszczu to był chyba twoj cel ,prawda ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Napisałam pół strony magisterki i zmęczyłam się intelektualnie. Mózg mnie boli. Auaa. Dlaczego mgr idzie mi tak opornie? Licencjat to się prawie sam napisał...
 

 
A jednak. Nadszedł ten dzień. Rest day. Miałam iść na tę nieszczęsną siłkę, wieczorem, ale M. zadzwoniła, że sorry, zmiana planów, wystawiam cię dla kogoś tam. Gdyby zadzwoniła nieco wcześniej, to pewnie zebrałabym dupsko i sama poszła, ale nie chciało mi się. Zasługuję na jeden dzień nicnieróbstwaiskrajnegolenistwa. W efekcie zaczęłam ostrożnie podchodzić do magisterki. Mam ambitny plan, że za tydzień oddam promotorowi cały 3 rozdział.

Bilans:
śniadanie: owsianka z bananem, jogurtem naturalnym i cynamonem

obiad: 5 klusek śląskich, sos grzybowy, gotowane buraczki, pół czerwonej papryki

podwieczorek: jabłko, 2 macy cebulowe, trochę sucharków

kolacja: pomidor i papryka z jogurcie naturalnym

Trening:
NIC!
  • awatar Zakira Luna: Nie ma co siee spinać-trening ma być przyjemmoscia, a nie przykrym obowiązkiem- dobrze zrobiłaś!:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Padam na pysk. Poranny trening, potem pociąg na uczelnie, ale wcześniej bieg do biblioteki po książki, potem zajęcia z tym $%$#$23@#@#% (nie toleruję gościa), potem zakupy. A w domu sajgon, bo zlew się zapchał. No ja pierdolę.

Smuteczek, bo w bibliotece uniwersyteckiej wszystkie książki dla artystów są do przeglądania ino na miejscu. Bez sensu. Wypożyczyłam dwie dla amatorów. Czyli dla mnie. A chciałam takie porządne, akademickie. A tu taki chuj!



Coraz poważniej biorę się za hobby. Jak opanuję wszystko, to może zasłużę sobie na tablet graficzny i naukę Photoshop-jutsu!

Bilans:
śniadanie: szpinak z dwoma jajkami

IIśniadanie: małe jabłko

obiad: 10 małych pierogów ruskich, szklanka soku pomidorowego

podwieczorek: surówka z białej kapusty (taka tam z Biedronki, sklepu na kieszeń każdego studenta)

kolacja: 2 macy cebulowe, czerwona papryka, małe jabłko

Trening:
ok. 1h siłwowni;
-15min orbitreka
-15min ćwiczeń na ręce i klatkę piersiową
-10min marszu (5km/h)
-25min biegu (8km/h)

-spacer ok. 45min
  • awatar Sigyn: @Rose Quartz.: Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Na początek wystarczy, potem trzeba będzie sięgnąć po coś lepszego.
  • awatar Rose Quartz.: też kiedyś z tych książek rysowałam. kiepskie są.
  • awatar Zachwiana Samoświadomość: ładna aktywność;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Rest day? Ahahahahahaha. Nie wiem, co to znaczy.
M. napisała, więc miałam odmówić? Wstałam po ósmej, by zjeść śniadanie, odpocząć, wyjść z psem, by na 10 zapierdalać na siłownię. Obiecałam sobie: lekki trening. Lekki trening? Ahahahahahaha. Nie wiem, co to znaczy.
W sumie lepiej, że się trochę pomęczyłam, bo po powrocie zrobiłam obiad dla siebie (wersja dietetyczna) i dla rodziny (wersja normalna) i nawpychałam się. Jutro siłka na 8. Nie wiem, kiedy znajdę jeden dzień wolny.
Jak mija niedziela? Trochę pracy na jutrzejsze zajęcia, lecz w większości relaks przy PS3. Trochę domowego spa, peelingi, olejowanie głowy, malowanie paznokci, takie tam... Przeprosiłam się z depilatorem, wiosna się zbliża, koniec z chowaniem futra pod długimi spodniami. Miły dzień, o dziwo.

Bilans:
śniadanie: omlet z dwóch jajek z cynamonowym musem jabłkowym

obiad: makaron razowy spagetti z sosem ze świeżych pomidorów i gotowanym mięsem mielonym

podwieczorek; mały jogurt naturalny, banan

kolacja: pół makreli wędzonej, papryka czerwona krojona w paski

1l wody, 2x kawa z mlekiem i cynamonem, zielona herbata, 2x earl gray z sokiem malinowym

Trening:
1h siłownia
-10min marszu (5km/h)
-20min biegu (8km/h)
-5min marszu pod górkę (6km/h)
-10min ćwiczeń na klatkę piersiową i ręce
-15min orbitreka
  • awatar motena: ładny bilans :) Ja nigdy nie byłam na siłowni wolę treningi w domu i na świeżym powietrzu
  • awatar Sigyn: @lupinotuum: Och, konie. Patrzeć mogę na nie godzinami :) Niestety, tylko raz byłam na końskim grzbiecie.
  • awatar lupinotuum: wow to jest zacięcie, motywacja. Mnie do ćwiczeń ciężko zmusić. No chyba, że mówimy o jeździe konnej, to moja pasja :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Muszę sobie zrobić dzień odpoczynku. Dziś tak baaaardzo nie chciało mi się ćwiczyć. Coś tam zrobiłam na tej siłowni, ale bez entuzjazmu. Nie wiem, jak z jutrem. Jak się jaśnie pani M. odezwie, to pójdę z nią na siłkę, jak nie, to pierdolę i leżę cały dzień w łóżku.

Bilans:
śniadanie: owsianka na mleku 1,5% z cynamonem, małe jabłko

obiad: 2 talerze barszczu białego zabielanego jogurtem, kawałek kiełbasy gotowanej z musztardą, szklanka soku pomidorowego

podwieczorek: serek naturalny Bieluch (lekki), małe jabłko

kolacja: pół wędzonej makreli, bułka z dynią, pokrojona w paski papryka czerwona

2l wody, kawa z mlekiem i cynamonem, earl gray z sokiem malinowym, 2xzielona herbata

Trening:
1h siłowni:
-15min stepera
-10min ćwiczeń na nogi
-10min ćwiczeń na ręce i klatkę piersiową
-15min biegu 8km/h
-10min marszu pod górkę
 

 
Dziś dzień zup. Wpieprzam przez cały dzień zielone zupy i czuję się najedzona. Zupy, oczywiście, zrobiłam sama, bo matczyna kuchnia jest, dla mnie, ekhm... za tłusta. Nie znoszę tłustych zup, gotowanych na mięsie. Nienawidzę rosołu, który moja matka robi arcytłusty. Moje dania gotowane są tylko na bulionach warzywnych. I są przepyszne, skromnie mówiąc.

Miał być dziś lekki trening. Taaaaa....

Bilans:
śniadanie: 2x kromka razowego chleba z serem z niebieską pleśnią, szklanka soku pomidorowego

obiad: 2 talerze szczawiowej z jajkiem, gotowana marchewka

podwieczorek: mały jogurt naturalny, małe jabłko

kolacja: zupa szpinakowa z grzankami z bułki dyniowej

1l wody, kawa czarna bez cukru, 2x earl gray z sokiem malinowym, zielona herbata

Trening:
1h siłowni:
-15min biegu 8km/h
-10min marszu pod górkę
-15min ćwiczeń na ręce i klatkę piersiową
-20min orbitreka
 

 
Calm down. Ludzie Cię wkurzają, ale to nie powód, by psuć sobie humor, ne?

Zatem dziś tylko pozytywy! Drobne, ale uderzające w kieszeń zakupy (słuchawki, szkicownik w twardej okładce, dobra gumka do ścierania, czarny cienkopis do konturowania). Promotor całkiem zadowolony z fragmentu magisterki. Mocny, dobry trening. Uśmiechnięty trener. Me likey.


Babcia imieniny robi, ale jedyne, co ze stołu świsnęłam, to kawałek kurczaka na kolację. Ta moja silna wola!

Bilans:
śniadanie: omlet z dwóch jaj smażony na odrobinie oleju rzepakowego, pasta z zielonego groszku

II śniadanie: małe jabłko

obiad: dwa talerze zupy jarzynowej

podwieczorek: kefir 1,5%

kolacja: kawałek pieczonego kurczaka, papryka pokrojona w paski, mix sałat z odrobiną jogurtu, szklanka soku pomidorowego

1,5l wody, kawa czarna bez cukru, earl gray, earl gray z odrobiną soku malinowego

Trening:
1h siłowni:
-30min biegu (8km/h)
-10min chodu pod górę
-10min ćwiczeń na klatkę piersiową i ręce
-15min rowerka poziomego
 

 
O ile dobrze pamiętam, dzienniczek internetowy służył mi także to wyrażania żalów i pretensji na cały świat. Dobra nowina, to się nie zmieniło!
Znowu byłam sama na siłce, bo M. zmieniły się plany. W odwiedziny miała do niej przyjść moja, notabene, przyjaciółka. Ja wiem, że A. i M. to już niedługo będą szwagierki, ale fajnie byłoby, gdyby któraś chociaż wspomniała, że mogłabym wpaść. A. na przykład. Bo jej dwa tygodnie nie widziałam. Bo jak ja nie napiszę, co słychać, to gówno się odezwie.
G. też nie daje znaku życia. Siedział prawie dwa tygodnie w Norwegii i podziwiał Skyrim na żywo. Fajnie też, że od osób trzecich dowiedziałam się, że zamiast wracać w którąś tam środę, wrócił teraz w poniedziałek. Oczywiście, nadal bez znaku życia. Pff, przyjaciel.
Ja się chyba nimi wszystkimi za bardzo przejmuję. Chilluj, dziewczyno, szkoda nerwów.

Bilans:
śniadanie: ryż naturalny na mleku 1,5% z cynamonem, małe jabłko

obiad: pikantny makaron razowy ze szpinakiem i serem z niebieską pleśnią

podwieczorek: 2x szklanka maślanki, małe jabłko

kolacja: pieczona ryba (płoć), marchewka z groszkiem gotowane na parze

1l wody, kawa czarna bez cukru, 4x zielona herbata, mała lampka domowego różowego wina

Trening:
1h siłownia:
-15min orbitrek
-10min steper
-15min bieganie (interwały, na przemian marsz 6km/h i bieg 10km/h)
-10min ćwiczeń na klatkę piersiową
-10min rowerka poziomego
wieczorem w domu: 15min ćwiczeń na mięśnie brzucha
 

 
Ten dzień był taki bezproduktywny. Na drugie imię mam bezproduktywność.
Najwidoczniej moje kochane PS3 i Dragon Age Inkwizycja były o wiele ciekawszym zajęciem od np. pisania magisterki.

Bilans:
śniadanie: 3 naleśniki ("smażone" bez tłuszczu) z chudym twarożkiem, odrobiną jogurtu i cynamonem, jabłko

obiad: kasza gryczana z sosem z pieczarkami, gotowana wątróbka drobiowa, ogórki konserwowe

podwieczorek: mały banan, jabłko

kolacja: sałatka z kiełek brokuła, kapusty pekińskiej, białej rzodkiewki, pora, czerwonej papryki, z odrobiną jogurtu naturalnego + jajko na twardo

1l wody, kawa czarna bez cukru, kawa z mlekiem bez cukru, herbata zielona, dużo czarnej

Trening:
ponad 1h siłowni
-20min rowerka poziomego
-5min ćwiczeń na ręce
-20 min steppera
-10min orbitreka
-10 min biegu 8km/h
wieczorem w domu: 15min ćwiczeń na mięśnie brzucha
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wracamy do początku.
Czemu w ogóle zrobiłam rok przerwy? Bo miałam nieziemskiego doła, prawie depresję, nie chciało mi się z łóżka wstawać, a co dopiero intensywnie ćwiczyć. Bo później rozleniwiło mi się dupsko. Bo chyba osiadłam na laurach, za zasadzie "ojej, ubyło mnie 20kg, te 10, co zostało, to szybciutko znikną!" A gówno. Samo z siebie nic nie znika. Nagle okazało się, że gdy poluzowałam dyscyplinę, to dopadło mnie kompulsywne jedzenie. Szłam jak odkurzacz przez lodówkę. Cokolwiek, byle jeść Efekt taki, że dorobiłam się +8 na wadze. Super. Jedziemy zatem od początku. Zauważyłam, że jak prowadzę taki internetowy dziennik, to łatwiej trzymam obżarstwo na wodzy. Zatem... here I am.
Tym razem nic nie robię samodzielnie, szarpnęłam się na karnet na siłownię, jestem niemal codziennie, razem z koleżanką. Zaczynam zwykle 15-20min cardio (bieżnia, stepper, orbitrek), potem 15min ćwiczenia siłowe (zwykle bicki i klatka piersiowa, by sobie trochę cycki poprawić), kończę 20-30min ponownego cardio (bardzo często bieżnia z interwałami). Fajne endorfiny są po męczącym treningu.

Dobra, wpis startowy, wypadałoby tutaj jakieś wymiary czy coś:

Waga: 76 (około, bo moja waga umarła i została tylko babcina waga ze wskazówką ;__
Wzrost: 166cm
łydka: 39cm
udo dół: 40cm
udo góra: 59cm
biodra: 99cm
pas: 103
talia: 91cm
ramię: 28cm
biust: 98cm

Waga docelowa: 60kg
Zatem 16kg nadbagaży Yeey.

Bilans:
śniadanie: jajecznica z 3 jaj (bez smażenia) + pół papryki + kromka chleba z samych ziaren

IIśniadanie: jabłko

obiad: 8 małych pierogów ruskich

podwieczorek: jabłko

kolacja: 3 kromki chleba a samych ziaren z białym serem (chudy twaróg, łyżka jogurtu, posiekany por, posiekany szczypiorek) z kiełkami brokuła i papryką

1l wody, 3 zielone herbaty, kawa czarna bez cukru, kawa z mlekiem i cynamonem bez cukru

Trening:
ok. 1h siłownia
-20min biegu 8km/h
-15min ćwiczeń siłowych (ręce + klatka piersiowa)
-2min wioślarza
-15min stepera
-13min chodu pod górę (6km/h)
  • awatar healthy-smart-effectively: chyba muszę wrócić na siłownię.. :) wiem, że w domu nie daję z siebie tyle, ile dałabym tam. ładnie Ci poszło :* jajecznica to definitywnie najlepsze śniadanko jakie może być :D
  • awatar forever hungry: Pinger zdecydowanie pomaga :) ladnie jest i powodzenia zycze za wiecej takich dni.
  • awatar Odchudzanie bez efektu jojo: Super :) Ja chyba tak samo wracam po przerwie. Pinger motywuję :) I też się zastanawiam nad tym, żeby kupić karnet na siłownię :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Żyję! Ale co to za życie...
Nie było mnie rok. Co tym był za rok?
Chujowy, rzecz ujmując. Minął rok od tragicznego wydarzenia. Coś się w tej materii zmieniło. Nasz kontakt urwał się. M. żyje sobie własnym życiem i ma nas gdzieś. Kiedy ja go widziałam? Na poprawinach Sylwestra? E. jest, bo to mój najbliższy przyjaciel.Co prawda, teraz romansuje sobie w Norwegii i nawet nie raczył napisać, że zostaje na dłużej, ale cóż... A. jest zajęta narzeczonym, pracuje i ciuła na ślub, który planują w przyszłym roku. A ja?
Ostatni semestr studiów. Jeszcze pięć miesięcy i koniec tej rzeźni. Co prawda, będę szczęśliwą bezrobotną, ale przynajmniej z mgr przed nazwiskiem, huehehe.
Długo mnie nie było tutaj, co rzecz? Zaniedbałam się. Przez pewien czas miałam wyjebane na ćwiczenia, diety i dbanie o siebie, w efekcie przybyło trochę kg. Jak zobaczyłam 78kg na wadze, to załkałam nad marnym losem i postanowiłam wziąć się w garść. Karnet na siłownię kupiłam. Jestem niemal codziennie. Dziś sobie odpuściłam, dziś zrobiłam sobie restart, lenistwo, trochę pracy twórczej nad mgr, dużo wina... Od tygodnia piję, chyba najwyższy czas powiedzieć sobie dość.
Nudzę się w ten sobotni wieczór, a mogłam być na Śląsku i bawić się ze znajomymi. Ech. A mogłam się znowu z nim zobaczyć. Ech. Od mojego wyjazdu do Pragi wciąż o nim myślę. Ech. No bo pojechałam do kumpla do Pragi, gdzie siedzi na Erasmusie, bo zawsze chciałam zwiedzić stolicę Czech, a on był akurat współlokatorem mojego kumpla... A kumpel menda, nie chciał mnie oprowadzać po mieście, a W. musiał to robić. Ech, gdzie tacy faceci się chowają? Od naszego spotkania (pierwszego!) minęło ponad 3 miesiące, a ja myślę wciąż o nim. Dziś przyłapałam się (oczywiście, po x lampkach wina, które wychlałam), że rozmyślam o nim. Przypomniała mi się nasza wędrówka na wieżę w Pradze. Teren górzysty, mokro i ślisko, błocko po kostki, a my postanowiliśmy schodzić z górki. On pierwszy, ja za nim, w ślizgających się martensach. Gdyby mnie nie złapał, wylądowałabym ryjem w błocie. Jedno wspomnienie, a nie daje mi spokoju przez cały wieczór. Ach, to wino...
Dobra, dziś ostatni raz tak zachlewam pałę. Od jutra pełen wycisk. Koniec z półśrodkami. Wracam na siłkę, wracam do bilansów, zrywam z alkoholem. Spodziewajcie się regularności, wracam do walki!
 

 
Bilans:
śniadanie: bułka fitness, serek lekki "Bieluch", jabłko ok. 380kcal

obiad: zupa pieczarkowa z garstką makaronu razowego ok. 250kcal

podwieczorek: jabłko + marchewka ok. 110kcal

kolacja: bułka fitness z makrelą wędzoną + pół pomidora ok. 330kcal

łącznie: 1070kcal

0,7l wody, kawa bez cukru, 3xherbata zielona

40min rowerka
Calorie Burning Cardio Workout x2
XHIT daily Best exercise for burning calories
10min skakanki



  • awatar Gość: co do tamtego koment. to ponad 1000kalori dziennie to jest w normie
  • awatar Gość: tak to prawda mozna tak schudnac tak wygladac po czasie oczywiscie dieta i cwiczenia Ja od stycznia cwicze i widze juz rezultaty a co bedzie pozniej super
  • awatar Gość: swinie do cwiczen!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Uwaga, wpis będzie pełen marudzenia, narzekania, więc lepiej skończyć czytać teraz.
Najgorsze. Walentyki. Ever.
Nie, żeby kiedyś były lepsze. Od zawsze je hejtuje, bo jestem singlem z wybory (hehehe, nie swojego), ale ten dzień jest koszmarny i dobrze, że zaraz się skończy.
Zawsze Walentynki spędzałam ze swoją przyjaciółką. Piwo, pizza, głupie filmy. Ostatni, mimo, że A. posiada drugą połówkę, też się spotykamy, bo jej facetowi, R. (Odynie, jakie te inicjały głupie), jakoś tak zmiany w pracy wypadają, że 14 luty przesiaduje po 12h. Dziś zaczęłyśmy z grubej rury, bo pojechałyśmy na cmentarz.
Potem miałyśmy się spotkać z M. i E., żeby wspólnie się napić. Jakoś tak wyszło, że obaj panowie się nie dogadali i przyjechał sam M. Drugi z gości nie odbierał telefonów i jebnął na nas focha, bo się nie dogadali. Szkoda tylko, że wiedział, że mamy się spotkać w konkretnym miejscu i zamiast po prostu przyjechać na miejśce spotkania, dał dzidę do domu i umówił się z kimś. Aha. Spoko. A. go opierdoliła przez telefon i teraz wszyscy są skłóceni.
Wcześniej R. poprosił mnie, bym wypadała, jaki rozmiar palca ma A. (gdyż chce się zaręczyć i kupić odpowiedni pierścionek). Wiłam się jak głupia, by się nie domyśliła, o co mi chodzi. Trochę mnie to dołuje od kilku dni, bo świadomość, że najlepsza przyjaciółka się zaręcza, a ja tkwię sama jak palec nie jest najlepszą świadomością.
Zauważyłam też, jak A. i M. dobrze się dogadują po tej tragedii. W sumie fajnie, że M. ma wsparcie. Zazdroszczę jednak faktu, że potrafią się sobie wygadać, wesprzeć się. Ja tak nie umiem. Nie potrafię nawet powiedzieć "a jak ty się trzymasz?", "w porządku?". No nie przechodzi mi to przez gardło. Nigdy nie byłam najlepsza we wspieraniu na duchu, pocieszaniu, nigdy też nie potrafiłam takiego wsparcia przyjąć. Jestem emocjonalną lodówką. Nie umiem gadać o uczuciach i nienawidzę ich okazywać.
Ostatnio się zastanawiałam, co ze mną jest nie tak, że siedzę do tej pory sama. Wygląd? Zmieniłam się bardzo, czuję się znacznie atrakcyjniejsza niż byłam. Może to kwestia zjebanej osobowości? Może jestem nuda, bylejaka, płytka?
Podsumowując:
-wizyta na cmentarzu dostatecznie rozwaliła mi nastrój
-jestem zazdrosna o przyszłe zaręczyny przyjaciółki
-jestem wkurzona na E.
-jestem zawiedziona E., bo liczyłam, że się pojawi i się razem poużalamy. Dotąd tylko przed nim naprawdę się otworzyłam, brakuje mi teraz tych wyznań. Nie ma go, gdy jest mi potrzebny
-jestem zazdrosna o relacje A. i M.
-jest mi przykro, że kolejne walentyki spędzam sama jak palec
-nie mam z kim pogadać o swoich problemach
-na dodatek piłam dziś wino, jadłam chipsy i czekoladki, niech mnie za to piekło pochłonie.

Debilny dzień.




  • awatar black5775: Prawie jak bym czytała o sobie, moja najlepsza przyjaciółka ma już męża i dziecko a ja dalej sama i nie wiem gdzie jest problem :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Korzystam póki mogę z ferii (tzn. sesji poprawkowej, ja się ze wszystkim uporałam w pierwszym terminie). To znaczy, albo czytam (na gwiazdkę dostałam 3 tom Kłamcy, odświeżam dwa poprzednie), gram (E. pożyczył mi TES V: Skyrim Legendary Edition), oglądam filmy (odświeżam starą trylogię SW), nawet trochę piszę. Przynajmniej nie mam czasu na myślenie i dołowanie się. Chociaż rano mnie złapało, jak piłam kawę w łóżku. Poczułam dół, dno i depresje, kilometry mułu na dodatek. Ech...

Bilans:
śniadanie: owsianka: 3 łyżki płatków owsianych, pół szklanki kefiru, suszona morela, suszony daktyl, łyżka suszonej żurawiny, 2 łyżeczki słonecznika, łyżeczka siemienia, cynamon ok. 400kcal

obiad: półtorej talerza zupy marchewkowej z zielonym groszkiem + niecała miseczka kapusty z grzybami ok. 500kcal

podwieczorek: jabłko + marchewka ok. 110kcal

kolacja: 2xkromka pełnoziarnistego chleba z wędzoną makrelą ok. 300kcal

łącznie: 1310kcal

1l wody, kawa bez cukru, 2xkubek zielonej herbaty

40min rowerka
Fitappy ćwiczenia na wewnętrzną stronę ud cz.1
Fat Burning Cardio Workout - 37 Minute Fitness Blender Cardio workout
XHIT Daily How to Get Legs Like a Victoria's Secret Angel Model
10min skakanki



  • awatar kajszandoo: Wiem, że łatwo pisać, ale poradzisz sobie. Ważne, że wykonałaś pierwsze kroki. Trzymaj się !
  • awatar Gość: zazdroszcze zdanych poprawek no i możliwości gry w skyrima <3 kocham <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zgodnie z deklaracją, zebrałam dupę w troki i ogarnęłam się. Dziś lepszy bilans nie przez ostatnie dni, zaliczyłam też mocny trening. Humor, kolokwialnie ujmując, zjebany, ale cóż...

Bilans:
śniadanie: owsianka: 3 łyżki płatków owisianych, pół szklanki kefiru, 2 łyżeczki słonecznika, łyżeczka siemienia, 3 migdały, 2 morele, łyżka żurawiny, daktyl, cynamon ok. 400kcal

obiad: niecały talerz krupniku z białym ryżem i warzywami (marchewka, kalafior) ok. 150kcal

podwieczorek: jabłko, marchewka, 3 kostki gorzkiej czekolady ok. 210kcal

kolacja: 2xkromka chleba pełnoziarnistego z wędzoną makrelą + pół pomidora ok. 320kcal

łącznie: 1080kcal

1,5l wody, kawa bez cukru, 3xkubek zielonej herbaty

40min rowerka
Fitappy ćwiczenia na wewnętrzną stronę ud cz. 1
Jillian Michaels Kickbox cardio
Fitappy ćwiczenia na wewnętrzną stronę ud cz. 2
Tiffany Rothe Boxer Babe
Mel B pośladki



  • awatar Gość: Gratuluję niesamowitych efektów ;) zapraszam do dzielenia się swoim doświadczeniem z odchudzaniem na www.forumdieta.pl ;) mam nadzieję, że wpadniesz ;)
  • awatar Gość: Tak malutko zjadłaś!
  • awatar Areira: Ale świetnie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Żyję. Chyba.
Ostatnie dni były naprawdę ciężkie. Dieta i ćwiczenia to były ostatnie rzeczy, o których myślałam. Były za to łzy, wspomnienia, hektolitry alkoholu i wagony wypalonych fajek. Na pogrzebie było ciężko, na dodatek ksiądz walną takie kazanie, że miałam ochotę albo mu przydzwonić w twarz albo wyjść z kaplicy i nie wracać. Sądziłam, że potem będzie lepiej, że jakoś to sobie wszystko poukładam. Nie, jest gorzej. Mam wrażenie, że to wszystko jest nieprawdą. Jakąś bolesną abstrakcją. Często widujemy się w swoim gronie, bo gdy jesteśmy razem, to lepiej się czujemy. A ja ciągle mam wrażenie, ż Ona gdzieś jest. Co prawda nie tu i teraz z nami, ale gdzieś, no nie wiem, w domu, z innymi znajomymi, że dziś nie mogła się z nami spotkać, ale spokojnie, za tydzień widzimy się wszyscy razem. Nie ograniam, że Jej nie ma, że się z Nią więcej nie zobaczymy. Już nic nie będzie takie samo.

Przez ostatnie dni czułam się naprawdę źle. Miałam problemy ze snem, rano nie miałam najmniejszej ochoty wstawać z łóżka, gdy siedziałam w domu to kursowałam między kanapą w salonie a laptopem w pokoju, i tak co pięć minut, bo nic mnie nie interesowało. Jadłam albo bardzo mało, albo bardzo dużo. Z nerwów chyba nabawiłam się czegoś z żołądkiem, bo przy spożywaniu czegoś więcej od wody zaczynał mnie boleć brzuch. Nie ćwiczyłam, bo nie widziałam sensu. Gdy już jadłam, miałam napady, pochłaniałam wszystko. Szkoda mówić o alkoholu, bo piłam praktycznie codziennie. Czy to drink, czy butelka wina, czy whisky. Co miałam pod ręką. W ciągu jednego wieczora potrafiłam wypalić paczkę fajek. Nie przynosiło to ulgi.
Ale teraz? Teraz nie jest lepiej, ale postaram się ogarnąć. Dosyć tego. Muszę być silna. Chociaż nadal czuję, że to całe moje dietowanie to jeden wielki bezsens. Dużo osiągnęłam i szkoda to stracić. Wrócę do ćwiczeń, zdrowego żarcia, pisania bilansów. Tak chyba będzie dobrze.
  • awatar kajszandoo: Ciężko wam wszystkim jest i będzie, zawsze Ona będzie w waszych sercach bo jesteście zgraną grupą. Ale z czasem przyzwyczaicie się do Jej nieobecności. Bądź silna ty i twoi znajomi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Niech wszystko chuj strzeli, po prostu. Już nic nie jest ważne.
Wczoraj poszłam do przyjaciółki, bo napisała, że nasi dwaj koledzy chcą się spotkać i porozmawiać. Nie chciała mi mówić o czym, zbywa mnie, że dowiem się, jak przyjadą. Byłam przeszczęśliwa, bo zdałam egzamin, zadowolona, że wreszcie mam ferie. M. i E. przyjechali. M. oświadczył mi, że nasza koleżanka miała wypadek i nie przeżyła. Przez dwaścieścia minut nie mogłam się uspokoić, A. musiała mi dać coś na uspokojenie. M., chłopak naszej zmarłej koleżanki, chciał mnie przytulić i pocieszyć, ale nie pozwoliłam się dotknąć, bo wiedziałam, że wtedy rozkleję się na dobre, że wpadnę w histerię.
Całą noc spędziliśmy na piciu. Całą, do godziny szóstej rano. Towarzyszył nam ojciec A., pełen zrozumienia dla sytuacji. Piliśmy, rozmawialiśmy i żartowaliśmy, bo inaczej nie mogliśmy reagować. Po prostu przestało to do nas docierać. I tylko w nocy, na śniegu, stanęliśmy z M. i E. razem, w trójkę, mocno się trzymając.
Niedawno wróciłam do domu.
Dopóki byliśmy razem, było dobrze. Nie zadręczaliśmy się. Teraz jest źle. Gorzej będzie, jak rodzice wyjdą z domu. Boję się zostać sama. Cały czas myślę o niej. Po prostu... Po pierwszych łzach, po tym, jak leki zaczęły działać... Ja w to nie wierzę tak do końca. Nikt z nas w to nie wierzy.
Boję się pogrzebu. Wtedy tak naprawdę to dotrze do nas.
A jeszcze niedawno siedzieliśmy w tym samym pokoju, w którym wczoraj płakaliśmy, wszyscy. WSZYSCY. Snuliśmy plany na wakacje. Jeszcze dwa dni temu przeglądałam wspólne zdjęcia z Sylwestra.
Nic nie pomaga, siedzę i słucham muzyki i nie ledwo hamuje płacz. Te wszystkie kawałki, które mi się kojarzą z dobrymi chwilami. Gdy staliśmy w lesie, piliśmy tanie wino i śpiewaliśmy, tańczyliśmy... To już nigdy nie będzie brzmieć tak samo. Nic nie będzie już takie same.

Wszystko jeden chuj. Nic nie ma sensu i długo go mieć nie będzie. Może nie powinnam tego pisać, ale teraz jestem sama, nie mam z kim porozmawiać, nie mam gdzie wyrzucić z siebie tego, co mnie dusi, skręca mi wnętrzności. Nieważne, nic nie jest już kurwa ważne.
  • awatar ThinThinner: Jedno jest pewne: miała wspaniałych ludzi wokół siebie :(
  • awatar bonjornoo: ech ... mam nadzieję że jakoś się ułoży
  • awatar Aleksnadra: Też kiedyś straciłam koleżankę w wypadku... ech. Nie będę Cię pocieszać bo się nie da. Czas zrobi swoje. Trzymaj się, dasz radę!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›